Sling Studio Falling Feathers Black Stork

Skład: 50% bawełna, 25% jedwab tussah, 20% bawełna supima 5% seacell

Długość: 4,2 m

Gramatura: ~280 gsm

 

Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości pewnej Chustoświrki, dotarła do mnie przedwypustowa piękność firmy Sling Studio, Falling Feathers Black Stork. Byłam tej chusty niesamowicie ciekawa, ponieważ kocham chusty tego producenta, a kompozycja przędzy, użytej do utkania tej właśnie chusty, to nowość u firmy Sling Studio – nie mogłam tego przepuścić!

Black Stork (w tłumaczeniu na język polski Bocian Czarny) na instagramowej zajawce producenta wyglądał na totalnie czarnego… Z niecierpliwością wyczekiwałam paczuszki od Sling Studio… Kiedy otworzyłam pudełko, moim oczom ukazała się nieoczywista, atramentowa czerń wpadająca w granat, przełamana czarną i popielatą nitką. Antracytowa (w rzeczywistości wpadająca w ciemny atramentowy granat) osnowa to nowość u Sling Studio, muszę przyznać, że robi wrażenie – sprawia, że tak dobrze znany już wszystkim piórkowy wzór Falling Feathers, nabiera nowego oblicza. Black Stork przypomina mi poniekąd piórka Rook, w których to wątek jest koloru ciemnoatramentowego, jednak osnowa jest odrobinę jaśniejsza i nadal tło chusty jest ciemniejsze niż piórka. Black Stork z kolei z daleka sprawia wrażenie czarnej chusty, popielata nitka tussah dodaje chuście „smaczku”.

Skład Czarnego Bociana to 50% bawełna, 25% jedwab tussah, 20% bawełna supima 5% przędza z wodorostów – ta kompozycja, jak wspomniałam we wstępie, jest nowością u Sling Studio. Czego oczekiwałam od tego składu? Po pierwsze, nieziemskiej miękkości bawełny supima, która jest najlepszą jakościowo bawełną na świecie – w związku z tym, że jest długowkłóknista, jest niezwykle wytrzymała, odporna na zmechacenia i za razem miękka. Po drugie, tussahowych „fafołków”, które od dłuższego czasu są nieustannie na topie. No i po trzecie, połysku przędzy z wodorostów, którą do tej pory znałam z chust innych producentów. Nie spodziewałam się raczej by jej obecność miała znaczący wpływ na właściwości „motaniowe” chusty, ponieważ procent seacellu w tej chuście jest znikomy. Jak mają się te oczekiwania do rzeczywistości?

Jeśli chodzi o pierwsze wrażenia dotykowe, chusta zdawała się mieć wyraźnie wyczuwalną fakturę, co akurat mnie nie zdziwiło – jest to typowe dla jedwabiu tussah. Jednak w dłoni była dość miękka, jak na nówkę, co też nie było zbytnio zaskakujące, gdyż wszystkie chusty SS są bajecznie miękkie od nowości w porównaniu z większością chust innych firm. Byłam bardzo ciekawa, jaka stanie się po praniu i kilku motaniach, ponieważ jak wiadomo, chusty przechodzą wtedy istną transformację :)…

Pisząc tę recenzję chusta jest u mnie już ponad tydzień, używana codziennie kilka razy.  Przede wszystkim zmienił się jej kolor – znacznie uwydatniła się czerń z wątku, a z popielatej nitki tussah „uwolniła się” bardzo duża ilość „fafołków”, czyli wystających niteczek – wręcz rozkwitnęły na chuście. W dotyku faktura chusty nadal jest wyczuwalna, jednak dużo mniej – chusta jest subtelniejsza i gładsza pod palcami, jednocześnie stała się bardziej czepliwa (za sprawą wspominanych „fafołków”). Za to uwielbiam chusty SS z jedwabiem tussah. Objętościowo chusta także zyskała, stała się bardziej puchata, co odczuwalne jest podczas noszenia, zwłaszcza na ramionach. Myślę, że to w dużej mierze zasługa bawełny supima – chusta po stosunkowo krótkim czasie użytkowania jest podobnej miękkości, co chusty ze starszych wypustów o podobnym składzie, np. FF Mist czy Sparrowhawk, które miałam przyjemność motać już bardzo „złamane”. Jeśli chodzi o to, jak się mota… Dla fanów Sling Studio nie ma tu zaskoczenia, aż niezręcznie oceniać mi to, jak się dociąga. W porównaniu z blendem 50/50 tussah, chusta 50/25 ma więcej bounce’u, mniej czepliwości, więc dociąganie jest nieco przyjemniejsze. Wprawna ręka poradzi sobie doskonale, a chusta odwdzięcza się trzymaniem wiązania na mur. Co do nośności, z moim 9-kilowym Chuścioszkiem radzi sobie świetnie, zarówno w kangurku, kieszonce, jak i plecaku prostym. W plecaku z koszulką natomiast nie czuję, że mam na plecach pasażera…

Black Stork przypadł mi do gustu bardzo. Jest to niezwykle klasyczna i elegancka chusta, która dzięki przełamaniu „fafołkowym” tussahem jest również idealna do stylizacji codziennych, casualowych. Kolor może nie krzyczy: „WIOSNA”! jednak ta część Chustoświata o czarnej duszy ;), która nie goni za soczystymi zieleniami, cukierkowymi różami i słonecznymi żółciami, z pewnością doceni nowość od Sling Studio nawet o tej porze roku – przecież to Bociany przylatują do nas na wiosnę… 😉

Wszystkie fotografie autorstwa Eli Bednarek <3